
Arkham Courier
Miałem wiele obaw przed obejrzeniem burtonowskiej "Alicji w Krainie Czarów". Cholernie wiele. Bałem się, że wyjdzie podobnie pretensjonalna nuda, jak w przypadku "Sweeney Todda". Bafometowi niech będą dzięki - lękałem się niepotrzebnie."Urokliwy i niesamowity!"
Innsmouth Times
"Ia! Ia! G'hatg! 'bwagf!"
R'lyeh Herald
Burton bardzo dużo zmienił w swojej wizji Krainy Czarów. Przede wszystkim połączył dwa światy - ten z dna króliczej nory i ten znajdujący się po drugiej stronie lustra. Jego film to kontynuacja książek Carolla. Alicja jest dorosła i powraca do dziwacznego świata, nie pamiętając poprzednich wizyt i wpada w sam środek konfliktu między panującą Czerwoną Królową (Kierową), a jej wygnaną siostrą, Białą Królową (Szachową).
"Alicja ..." to piękny obraz, wizualnie dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Nie jest tak mroczny i posępny jak większość dzieł Burtona (w końcu to film dla dzieci), ale groteska oraz baśniowość doskonale tworzą klimat niesamowitości i dziwaczności. Wspaniałą scenografię wspiera galeria cudownych postaci. Burton wstawił ich naprawdę sporo, jednak większość z nich mocno zapada w pamięć, dość wspomnieć rozkosznego Kota z Cheshire (głos Stephena Fry'a), flegmatyczną gąsienicę (głos Alana Rickmana) czy Dżabbersmoka (głos Christophera Lee).
Burton odszedł częściowo od poetyki sennych marzeń. Akcja w jego "Alicji ..." jest mniej chaotyczna, pozbawiona surrealistycznych rozwiązań fabularnych (choć samego surrealizmu jest sporo), całość jest raczej udziwnionym filmem fantasy. Dodano też sporo akcji - walk, pościgów, publiczną prawie egzekucję, Alicję jeżdżącą na Banderzwierzu itd, itp.
Tim stworzył film kompletny - nie sądzę, bym chciał coś w nim zmieniać, usuwać czy dodawać. Przez te prawie dwie godziny bawiłem się doprawdy pysznie.
Polecam. Po prostu.
Jakby ktoś potrzebował - strona z kilkoma polskimi przekładami wiersza "Jabberwocky":
http://home.agh.edu.pl/~szymon/jabberwocky.shtml
p. s. Depp i Bonham Carter też byli w porządku.
p. s. 2: Jedno małe "kurwa mać" - podczas napisów końcowych śpiewa Avril. Burton chyba przegrał jakiś zakład.

Czarno-czerwono-białe okładki Adama Kuberta wyszły całkiem nieźle. Nie można tego samego powiedzieć o rysunkach Waltera Flanagana, które mocno walą kupą.
*Bezczelnie ukradzione ze "Złotego popołudnia" Sapkowskiego.
Weź. Co Ty pierdolisz o tej "Alciji". Słaba jak chuj.
OdpowiedzUsuńPrzekonałeś mnie.
OdpowiedzUsuń