
Ech, czuć było tę szaloną, mistyczną atmosferę początku poprzedniego wieku, gdy pisała się Księga Tajemna Tatr, a po Galicji kroczył Stach Przybyszewski.
Żeby nie być takim hurra-masturbującym-się, trochę przytyków: zabrakło rozbuchanej oprawy wizualnej, tak charakterystycznej, dla regularnych występów zespołu, także koncert był trochę za krótki, ale cóż - taka uroda darmowych koncertów.
Poważnie, bardzo chciałbym zobaczyć ten program w wersji pełnej - z makijażami, kostiumami, tancerzami, kultystami i Rafałem Śpiewakiem.
Poniżej: micińskie teledyski promujące tegoroczną edycję Castle Party, której zespół ostatecznie nie wystąpił (lol). Tłumaczy to poniekąd obecność na koncercie zastępów hipster-gotów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz